To zadziwiające, ale w dobie smartfonów, wszechobecnego internetu i zaawansowanej technologii na wyciągnięcie ręki są jeszcze takie miejsca.

Był mglisty sierpniowy poranek, gdzieś w Świętokrzyskim. Jak co rano złapałem aparat, wsiadłem w samochód i ruszyłem szukać wrażeń. Zobaczyłem tę starszą panią na początku, albo jak kto woli na końcu, wsi. O pochylonej sylwetce, zmęczonej życiem. Stała i czekała na piekarza, który dwa razy w tygodniu pojawia się we wsi z ciepłym, pachnącym chlebem. Kiedyś był na miejscu, swojski chleb, swojskie masło, dziś trzeba stać i czekać. Ciekawe co będzie, jak kiedyś nie dotrze…