Nie oczekuj prawdy | Serial: Making a Murderer

Zdecydowanie warto zobaczyć ten serial. W tym dobrym sensie, kojarzy mi się z kryminałami masowo czytanymi na plażach. Morderstwo, niesprawiedliwość i emocje – to wszystko tu jest, w dodatku podane po mistrzowsku. To czysta rozrywka z zagadką w tle. Tylko, że ta historia jest inna w jednym szczególnym aspekcie. Wydarzyła się naprawdę. I to jednocześnie największa siła i przekleństwo Making a Murderer. Ogląda się go z niedowierzaniem, że to wszystko się wydarzyło, że ktoś autentycznie do tego doprowadził. Jednocześnie to serial, któremu po prostu nie można zaufać. Nawet jeśli bardzo się chce, nawet jeśli jest tak wciągający.

W 1985 roku Steven Avery zostaje oskarżony o gwałt. I choć zarzeka się, że go nie popełnił, choć przedstawia alibi, a jego prawnicy dwoją się i troją, zostaje skazany na trzydzieści lat. Nie przestaje jednak walczyć, by udowodnić swoją niewinność. Po osiemnastu latach, dzięki rozwoju nauki i zaawansowanym badaniom DNA, w końcu mu się to udaje. Wychodzi na jaw, że wszystkie organy ścigania działały tak, by Steven trafił do więzienia. Prowadzono bardzo nierzetelne śledztwo. Avery wychodzi na wolność i żąda milionów dolarów odszkodowania. Dwa lata po wyjściu, przed uzyskaniem jakiegokolwiek zadośćuczynienia, zostaje oskarżony o morderstwo. Sprawa znów jest bardzo niejasna, a władze robią wiele, by Stevena ponownie zamknięto.

Trzeba to powiedzieć jak najszybciej: to nie jest obiektywnie prowadzona narracja. W pewnym sensie nie jest to dokument, serial dokumentalny. Formalnie bliżej mu do programu interwencyjnego. To jedna wersja wydarzeń, to gra na emocjach, pokazanie wszystkich mocnych kart określonej strony i pominięcie tej części, która się nie zgadza z tezą, co wychodzi dopiero teraz, po dłuższym czasie od premiery. To bardzo sugestywne obrazy, po których widz jest w stanie od razu stanąć w obronie głównego bohatera. To przeniesienie linii obrony z procesu poza sąd, nie pokazanie pełnego obrazu.

Twórcy prowadzą widza przez dobrze ukierunkowany ciąg myślowy. Pokazują wszystkie punkty, gdzie dowody nie są jednoznaczne, podkreślają wszystkie błędy, rozgraniczają kto jest tu postacią pozytywną, a kto negatywną. To ogromna odpowiedzialność. Idąc tą drogą stworzyli obraz, który bije rekordy popularności, jednocześnie nie poddając pod wątpliwość własnych przekonań. Nie wydają się dokumentalistami prezentującymi to, co widzą, czy dziennikarzami poszukującymi prawdy. Można odnieść wrażenie, że od początku mają tezę i są w stanie dopasować do niej elementy układanki tak, by wyglądały jak najlepiej. Dają jasny przekaz, jakby byli pewni: Avery od zawsze był niewinny. W obu sprawach.

Oczywiście, żaden film dokumentalny nie pokaże pełnej prawdy. Jednak w tak ważnej sprawie, jak próba wyrokowania o czyjejś winie, twórcy powinni zadawać sobie choć minimum trudu, by nie ukrywać ważnych faktów czy dać czas na wypowiedź drugiej stronie sporu. Inaczej łatwo o manipulację. A czy faktycznie jej się dopuszczono? Tego niestety już nikt — z wyjątkiem tych osób, które były na miejscu zbrodni w trakcie jej trwania — nie jest w stanie rozstrzygnąć.

Zdecydowanie warto zobaczyć ten serial. Oglądając Making a Murderer można nauczyć się wiele o prowadzeniu historii tak, by łapała za serca czy zwyczajnie zagłębić się w lekko podaną kryminalną zagadkę. Zanim jednak, wraz z twórcami serialu, zawyrokuje się o czyjejś niewinności, warto przeczytać więcej o całej tej sprawie, nie opierać się jedynie na przekazie z serialu.

Marcin Gierbisz on sabtwitterMarcin Gierbisz on sabinstagramMarcin Gierbisz on sabfacebook
Marcin Gierbisz
Od dziecka mam niezwykłą supermoc, ale jeszcze jej nie odkryłem. W wolnych chwilach pracuję ze startupami. Czasem czytam gazety w językach, których nie rozumiem.