Ciudad Perdida: Zaginiona stolica Kolumbii

Odwiedzając Kolumbię można poczuć się jak Indiana Jones – są jeszcze miejsca gdzie można iść cały dzień i nie napotkać „białasa”. Teyuna to dawna stolica – miejsce gdzie mieszkała elita zarządzającą potężnym terenem północnej części Andów i terenów nadmorskich. Wodzowie i kapłani, prawie 2 000 osób, nawet do 8 000 mieszkańców – już 700 lat wcześniej, niż powstało peruwiańskie Machu Picchu stanowiące duchową stolicę. Niedostępność zagwarantowała, że miasto nie padło łupem hiszpańskich konkwistadorów. Niestety, choroby i alkohol przyczyniły się do jego upadku. Odkryte na nowo w 1972 roku zostało ograbione przez poszukiwaczy skarbów. Niedostępność miejsca spowodowana była przez 30 lat wojną narkotykową, jaka toczyła się na tym terenie. Dopiero w 2005 roku wojska rządowe wyparły mafię kokainową z tych terenów i powoli zaczyna się eksploracja.

kol-686Tarasy starego miasta.

3k4a0870-editNapotkany duch dżungli – Indianie z plemion Arhuaco, Koguis i Wiwas nie integrują się z obcymi – znikają bezszelestnie i szybko jak się pojawiają. Unikają aparatów, trudno zrobić im zdjęcie.

3k4a0875-editDzieci opiekują się młodszym rodzeństwem – dziewczynki rozpoznać można po koralach a chłopców po torebce.

3k4a0912-editPiłka nożna łączy świat.

kol-374Jedyny możliwy transport towarów w dżungli – muły.

kol-424W dawnych laboratoriach gdzie produkowano kokainę teraz śpią wędrowcy – tu widoczna kuchnia.

kol-555Wioska – trudno „wywabić” miejscowych – znalazłem sposób baloniki – po podarowaniu pierwszemu dziecku , okazało się że z chaty wybiegło jeszcze siedmioro wesołych urwisów.

kol-577Dziewczynka z moim firmowym balonikiem.

kol-590-editMaluszek zafascynowany balonem.

kol-752-editPiękne ciemnookie dziecko zajadające owoce z kubeczka.

Dotrzeć tam można tylko szlakiem, którego kiedyś używali narkotykowi bossowie. Na tych terenach uprawiana była kokaina: wielkie połacie lasu zostały wycięte, a na zboczach gór zakładane były plantacje krzewów kokainowych. Dziesiątki ludzi wciągniętych zostało w ten bardzo dochodowy biznes. Nie byli jednak specjalnie szczęśliwi. Tutejsza ludność była traktowana jak niewolnicy. Zaprzęgnięci do ciężkiej pracy – uprawiali narkotykowe krzewy. Setki, a nawet tysiące ludzi zostało zamordowanych i nigdy nie odnalezionych.

Waldemar Lamparski