ziemniakiKatolików na Łotwie jest niecałe 25%. W około 17-sto tysięcznej Kiesi prawdopodobnie jeszcze mniej. Parafialny kościółek urządzony jest w specjalnie do tego dostosowanej, niegdyś zwykłej mieszkalnej chacie. Nad miastem, prócz zamku, góruje z kolei wielki, wyniosły gotycki kościół, niegdyś siedziba biskupów inflanckich, dziś luterańska świątynia.

Jedyny katolicki ksiądz w promieniu kilkudziesięciu, o ile nie kilkuset kilometrów powinien być już prawdopodobnie na emeryturze. Na Łotwie brakuje jednak księży, więc posługiwać będzie tu aż do śmierci, podobnie jak jego poprzednik oraz poprzednik jego poprzednika. Seminarium skończył w Rydze, tam też nauczył się mówić po polsku. Nie jest jednak łatwym rozmówcą, widać że odnajdywanie odpowiednich słów po wielu latach sprawia mu pewną trudność.

Chętnie jednak nas gości, nie prosząc o nic w zamian. Pokazuje ujęcie wody (tylko zimnej), kuchnię, sale w których będziemy spać oraz rozsypującą się drewnianą chatę, w której jeszcze niedawno mieszkali księża (zanim parafia otrzymała sąsiednie zabudowania). Całość wygląda, razem z obejściem, bardzo ubogo. Udziela też krótkiej informacji, o której następnego dnia odprawi Mszę Świętą. Choć nie będzie to niedziela, wyczuwamy, że nasza obecność jest dla niego oczywista.

Podczas Mszy Św. w kościółku prócz nas znajduje się dosłownie kilka osób. Ksiądz specjalnie dla nas mówi część kazania po polsku. W kościele jest dość chłodno. Wszelkie zdobienia wyglądają, jakby były zrobione z plastiku albo papier-mâché.

Gdy następnego dnia rano otwieramy drzwi, znajdujemy na schodkach metalowe wiadro pełne największego skarbu Łotwy, czyli po prostu ziemniaków. Najbardziej wzruszająca jest jednak karteczka, włożona między ziemniaki, która mówi „Oto ziemjanki dla Was”.