img_8269_intPo każdej takiej podróży mówię sobie: nigdy więcej. Jednak później znów wyruszamy, mając nadzieję, że ktoś zabierze takich starych autostopowiczów, jak my. Zawsze zabierają. Ale co roku gorsi.

Zatrzymaliśmy się pod motelem, na tyłach stacji benzynowej, za jakimiś krzakami, które oddzielały nas od drogi pośrodku niczego. Obok nas zamknięta na noc stacja, motel przypominający barak i ogromna, wyliniała z trawy przestrzeń. I naprawdę cieszyłem się, że tam się zatrzymaliśmy. Noc wcześniej podróżowaliśmy przez Austrię z prawdziwym neonazistą (i przyznam się, że nie byłem tak odważny, by robić mu zdjęcia).

Tak się tamtej nocy zdarzyło, że wcześniej również wylądowaliśmy na stacji benzynowej. Dużo większej, połączonej z parkingiem dla tirów, z dużym, otwartym do późna barem. Podchodziłem do wielu samochodów, ale tylko ten jednen kierowca chciał mnie słuchać.
– Przecież widzę, że jesteś z Polski – mówi w naszym ojczystym języku – Ilu was jest?
– Dwóch – mówię, a kątem oka dostrzegam tatuaż na jego przedramieniu. Co to za dziwny ptak?
– Dobra, idę coś zjeść, a później się razem zabierzemy.

Już nie mam wątpliwości. Na jego ręce jest wytatuowany nazistowski czarny orzeł trzymający w szponach swastykę. Dość trudno byłoby to z czymś pomylić. Ale już jedziemy. Cel: nie wdawać się w tematy polityczne.

– Jedziecie do pracy? – pyta
– Nie, na wakacje – odpowiadamy zgodnie z prawdą
– Posłuchajcie mnie. Uciekajcie z tej Polski. Ja jestem z Warszawy, ale teraz mieszkam pod Wiedniem. I tak… państwo dało mi mieszkanie, są pieniądze, dobra praca, tu się dużo łatwiej żyje. A co Wam ta Wasz Polska dała, hm?
– A gdzie pan pracuje? – próbuję podtrzymać rozmowę
– Mam własny biznes. – ucina.

Mój współtowarzysz, to trzeba przyznać, nie należy do najbardziej bladych ludzi na ziemi. Widziałem jak nasz kierowca patrzy na niego już od początku. W te wakacje dość głośno było o imigrantach, więc nie dziwi mnie ta nadchodząca uwaga:

– Za chwilę granica. Zobaczymy czy nie wezmą Cię za uchodźcę z Syrii! – mówi z szelmowskim uśmiechem – Mam nadzieję, że mnie tu przez Was zatrzymają – dodaje.

Ale nie zatrzymali.

– To co pan właściwie robi? – zagajam, bo już w końcu tyle jedziemy, granicę razem przekroczyliśmy, znamy się, chyba można wrócić do tego tematu.
– Sklepik mam. Z elektroniką… kamerki, podsłuchy, takie rzeczy.
– A to można tak sprzedawać? – pytam naiwnie.
– Wiesz co… – zawiesił głos, jakby zastanawiał się co właściwie może mi odpowiedzieć – w Austrii nawet CB-Radio jest nielegalne.

Wysadza nas niedługo później.
– Zastanówcie się nad ucieczką z Polski, nic dobrego Was tam nie czeka – mówi nam na odchodne
A ja zastanawiam się tylko jak można uciec z tej sytuacji. Idziemy za pagórek, za krzaki. To pustkowie za stacją benzynową i motelem wydaje się bardzo miłym miejscem na spędzenie nocy.

Posted by:Marcin Gierbisz

Od dziecka mam niezwykłą supermoc, ale jeszcze jej nie odkryłem. W wolnych chwilach pracuję ze startupami. Czasem czytam gazety w językach, których nie rozumiem.