puckTo był mój pierwszy raz. Daleko Zatoce Puckiej do fal na otwartym morzu, jednak nie skończyło się bez przygód.

Każda fala zalewała nasz mały pokład, bryzgając nam jednocześnie po twarzy. Płynęliśmy w deszczu, nabierając coraz więcej wody. Grupka niedoświadczonych „żeglarzy” na małej łódce w warunkach, których nie przewidzieli. Płyniemy dzielnie, choć w trakcie drogi okazuje się, że zmieniło się miejsce noclegu i jesteśmy po złej stronie Zatoki. Pada coraz mocniej. Trzeba zawracać, bo zbliża się noc.

I wtedy pada masz. Metal z hukiem uderza o burtę, a materiał ląduje w wodzie, lekko unosząc się na falach. Jesteśmy kilkadziesiąt metrów od brzegu. Wieje. Po kilku próbach stwierdzamy, że nie postawimy tego tutaj, jeśli nie chcemy się wywrócić. Trzeba wiosłować.

Nie zwróciliśmy na to uwagi przed wypłynięciem, jednak okazało się, że zawiodła nas śruba rzymska trzymająca sztag. Ktoś jej nie dokręcił, luzowała się powoli nie dając rady napięciom. Na tym zdjęciu załoga przy molo w Juracie, tuż po ponownym postawieniu masztu. Chwilę później znów płynęliśmy przez deszcz, licząc na to, że tym razem dopłyniemy do celu.

Posted by:Marcin Gierbisz

Od dziecka mam niezwykłą supermoc, ale jeszcze jej nie odkryłem. W wolnych chwilach pracuję ze startupami. Czasem czytam gazety w językach, których nie rozumiem.