StambułMiałem się trzymać z dala od tłumu. Bo zagrożenie terrorystyczne, bo kieszonkowcy, bo hałas i zgiełk w końcu. Pomyślałem sobie, że tego dnia pod meczetem Eyup na pewno będzie kameralnie i spokojnie.

Jakże się pomyliłem.

Gęsto było już w autobusie zmierzającym do miejsca pochówku Eyupa – towarzysza Mahometa, poległego podczas jednej z pierwszych prób zdobycia Konstantynopola przez muzułmanów. Grób odnaleziony przez Mehmeta II Zdobywcę w 1453 roku, w krótkim czasie stał się miejscem pielgrzymek milionów wyznawców islamu i jednym z najbardziej uświęconych miejsc tej religii. Jechałem więc w ciżbie czarnych hidżabów i gęstych, długich bród.

Ledwie wysiadłem, natknąłem się na pierwszy kordon policji. Rewizja osobista, dokładne sprawdzenie zawartości plecaka, kontrola dokumentów. Mogłem przejść. W kierunku meczetu zmierzały setki pielgrzymów. Ludzki potok gęstniał z każdą minutą. Wkrótce zrobiło się tłoczniej, niż na Istiklal Caddesi w godzinach szczytu. Kilkaset metrów dalej, tuż przed placem – druga kontrola. Sfotografowanego i przeszukanego – w końcu mnie przepuszczono. Nici ze spokoju – pomyślałem. Z drugiej strony – jako fotograf – znalazłem się w zdjęciowym raju.

Przy wejściu do meczetu czekała na mnie trzecia kontrola. Cywilny agent ze słuchawką w uszach, zrobił mi zdjęcie, wylegitymował, przeszukał i odprowadził na bok. Skąd jesteś, co tu robisz, dlaczego tu przyszedłeś, czemu robisz zdjęcia, czym się zajmujesz? – pytał. Uprzejmy był. Tylko słabo po angielsku mówił. Słuchał, telefonował, znów słuchał. W końcu ktoś tam gdzieś uznał, że nie stanowię zagrożenia i mogę wejść. „Co się właściwie tu dziś dzieje”? – zapytałem, kiedy wymienialiśmy pożegnalny uścisk dłoni. „Mamy tu dziś premiera Turcji. Postanowił pomodlić się w meczecie i porozmawiać z ludźmi.” – odparł agent odchodząc do swoich kolegów. O kurde…

Pół godziny później premier opuścił kompleks świątynny. Policja zaczęła ustawiać blokadę, oddzielając ludzi i przygotowując trasę wyjazdu. Podjechały opancerzone SUV-y. Jakaś babcia próbowała przedostać się przez policyjny kordon. Jej rodzina była po drugiej stronie placu. Prosiła, błagała, krzyczała, tłumaczyła. Młody policjant – poganiany przez radio – wciąż odmawiał. Kobieta nie ustępowała. Fotografowałem tę scenę szukając „tego” kadru. Tłum krzyczał, by babcię przepuścić. Policjant stanął okoniem. Na pomoc przybiegli koledzy. Pomogli ustawić barierki. Babcia musiała poczekać.

Popatrzyłem w jej rozgniewane oczy. Uśmiechnąłem się. Twarz jej złagodniała. Z zaskoczenia chyba. Odeszła. A ja zostałem przy barierce czekając na premiera.

PS. Kilka dni później premier nie był już premierem.

Posted by:Rafał Gradzki

Fotografia od lat jest moją pasją. Szukam w niej prawdy o ludziach, ich życiu. uczuciach i namiętnościach. Uwielbiam klasyczne czarnobiałe obrazy. Kuszą mnie zarówno ulice miast, jak i intymna relacja podczas portretowania konkretnego człowieka. A kiedy zdjęcie się uda, czuję się naprawdę szczęśliwy. Więcej tekstów i zdjęć na personalistambul.com oraz rafalgradzki.com