img_8761_intSą jak rekiny. Z tą różnicą, że to klienci krążą dookoła ich małych stoliczków. Nieświadomi, że za chwilę zostaną ofiarą przemiłych starszych kobiet.

Banalna rzecz – moi znajomi chcieli kupić trochę owoców. Ciepły dzień, nadmorskie, chorwackie miasto, a do lokalnego bazaru ze świeżymi produktami bliziutko. Jak wielu innych turystów tam właśnie skierowaliśmy swoje kroki. Koniec podróży, ostatnie pieniądze w obcej walucie w portfelu, trzeba rozsądnie wybrać najpotrzebniejsze rzeczy. Dziesięć minut później wychodzimy z targu dużo biedniejsi i bez owoców. W plastikowej siatce niesiemy ser.

Sprzedawczynie bezbłędnie wyłaniają kandydatów. Gdy tylko widzi potencjalnego klienta z uśmiechem krzyczy w jego stronę. Krzyczy po chorwacku, więc żaden turysta nie jest w stanie nic zrozumieć. Energicznymi ruchami ręki zachęca do podejścia do jej małego stolika, gdzie wyłożone jest kilka serowych dysków. Nie zdążysz się zbliżyć, a już kroi dla Ciebie kawałeczek na spróbowanie. Uśmiecha się i pyta o opinię. Na migi dogaduje z Tobą ile sera weźmiesz. Cały za dużo? To może połowa? Ćwierć? Za drogie? To jedna ósma! W jej słowniku nie występuje „nie”. Kroi, waży, wycenia, podaje, żegna z uśmiechem i życzy miłego pobytu.

To mogą być najmilej wydane pieniądze, podczas Twoich wakacji w Chorwacji. Do czasu, aż uświadomisz sobie, że właśnie idziesz z torebką pełną sera, którego nie potrzebujesz. I który nie jest w sumie taki smaczny.

Posted by:Marcin Gierbisz

Od dziecka mam niezwykłą supermoc, ale jeszcze jej nie odkryłem. W wolnych chwilach pracuję ze startupami. Czasem czytam gazety w językach, których nie rozumiem.