img_0731Mało kto wie, ale są jeszcze wśród nas prawdziwi kowale. Nawet w Warszawie! I można u nich pobierać lekcje.

To, co robią jest nazywane dziś kowalstwem artystycznym, choć pięć pokoleń wstecz określono by to po prostu jako “dobra robota mojego lokalnego kowala”. Takiego artystę-rzemieślnika przyszło mi kiedyś odwiedzić, by nauczyć się podstaw kucia w metalu. Wszystko według tradycyjnej techniki – jest rozpalony piec i ogień otaczający żelazo, które musi być kute, póki gorące. Jest kowadło wraz z ogromnym wyborem młotków, których nie powstydziłby się użyć Twój sąsiad, gdyby akurat w niedzielny poranek wiertarka odmówiła mu posłuszeństwa. Ten zestaw powiększyć trzeba jeszcze o siłę, precyzję, wytrzymałość i doświadczenie. I jesteś już kowalem. I artystą.

img_0680Obecnie kowale robią wszystko – od przekuwania kos (bo zdarzają się jeszcze ludzie, którzy po to do kowala przyjdą), przez tworzenie ozdobnych ogrodzeń i płotów, po wybijanie najróżniejszych kształtów na maskach samochodów. Za aspirującym do kowalstwa uczniem wisi jedna taka maska, na której przedstawiony jest pegaz wzbijający się właśnie do lotu. Ktoś najwyraźniej musiał uznać, że może lepiej, by to dzieło sztuki nie wracało na swoje pierwotne miejsce, na przód jego ulubionego auta. Świat może je dzięki temu oglądać w maleńkiej pracowni warszawskiego kowala.
img_0640

Posted by:Marcin Gierbisz

Od dziecka mam niezwykłą supermoc, ale jeszcze jej nie odkryłem. W wolnych chwilach pracuję ze startupami. Czasem czytam gazety w językach, których nie rozumiem.