fiordy_int
Klucz na szyi, brak koszulki, kąpielówki i dres. Ten uśmiechnięty pan i jego łódka przysporzyli nam sporo kłopotu.

Cała grupa nastolatków, z którą przyjechaliśmy pływać jachtem po Norwegii, siedziała właśnie przy stole za stacją benzynową i kończyła jeść śniadanie.

— Jesteście skautami? Z resztą nie ważne. Ja kiedyś byłem! — rzuca w naszym kierunku, podchodząc dziarsko — Miałem trzy paski. Trzy paski! — ucieszony pokazuje trzema palcami na ramieniu. Nie mamy pojęcia, co trzy paski oznaczają w świecie norweskich skautów. I chyba nie ma to znaczenia. — Mogę się do Was dosiąść? — pyta, choć siada nie czekając na odpowiedź.

Mówi płynnie po angielsku, jakby używał go codziennie. Chwilę później wołają go po norwesku ze stacji benzynowej. Wraca z pizzą. Do jedzenia zdejmuje górę od dresu, która najwyraźniej przeszkadzałaby mu w całym procesie. Je bardzo ostrożnie, popatrując na nas co chwila. Kiedy znów zaczyna mówić, uśmiech znika z jego twarzy. Opowiada o swoich sąsiadach-przestępcach, jak został przez jednego niesłusznie oskarżony, przez co zamknęli go w areszcie. Jest zmęczony tym wszystkim, chce się przeprowadzić. I najwyraźniej szukał kogoś takiego, jak my.

— Ukradli mi zęby. Naprawdę. Nie mogę gryźć. — pokazuje swoje szczerbate uzębienie — To miejsce jest straszne. Okropne. Uwierzcie mi: bardzo, bardzo złe. Chcę stąd po prostu odpłynąć, gdzieś tam, za fiordy. — wygląda marnie. W zgięciu jego lewej ręki dostrzegam ślady. Małe, okrągłe blizny. Niektóre źle zrośnięte, inne z ciemną otoczką. Igły.

— Jestem zmęczony — mówi — chcę odpłynąć. Mam tu jacht, ale pod pokładem jest woda. Pompka pękła, a ja nie mam już na to siły. Nie dam rady sam wypompować tego wszystkiego. Jestem cholernie zmęczony.

Patrzę na Karola, z którym prowadzę całą wyprawę do Norwegii. Nic nam nie szkodzi. Wiadomo, że po tę pomoc do nas przyszedł już na samym początku. Byleby łódź była jego.

Wchodzimy na pokład. W kabinie na dziobie unosi się charakterystyczny zapach słonej wody. Pod deskami pokładu kryją się jej spore zbiory. Brudna, słona, z morza, deszczu, roztopionego śniegu. Łódź podobno trochę tu stała i nikt o nią nie dbał. Pompujemy na zmianę, a właściciel ogląda nas z brzegu. Jakieś pół godziny później udaje nam się wypompować większość. Nie możemy się już dłużej z tym bawić. Cała grupa, z którą tu przyjechaliśmy czeka na nas na brzegu i podobnie jak my chce jakoś wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji. Wpadliśmy tu tylko na śniadanie.

Schodzimy na ląd, a były norweski skaut z trzema paskami dosłownie skacze z radości.

— Jutro wypływam! Znikam stąd! — wykrzykuje — Dziękuję, nie wiem co bym bez Was zrobił!

Przechodzimy przez marinę następnego dnia. Łódź cały czas stoi.

Posted by:Marcin Gierbisz

Od dziecka mam niezwykłą supermoc, ale jeszcze jej nie odkryłem. W wolnych chwilach pracuję ze startupami. Czasem czytam gazety w językach, których nie rozumiem.